Burger od A do Z podejście pierwsze.

28062016

Przeglądając jeden z moich ulubionych portali kulinarnych natknąłem się na artykuł: „5 zbrodni przeciwko burgerom, jakie możesz popełnić”. Maciej Blatkiewicz opisuje w nim podstawowe błędy, które się popełnia podczas przygotowywania burgerów w domu. Przekonuje też, że to wcale nie musi być bardzo trudne – wystarczy trochę wprawy i chęci.

No cóż- do mnie artykuł trafił i nie mogłem się powstrzymać przed sprawdzeniem czy tak w istocie jest. Zwłaszcza, że udało się zakupić płytę do grillowania o jakiej od dawna marzyłem.

Kiedy myślimy o przygotowaniu burgerów myślimy w pierwszej kolejności o mięsie, o kotletach. Być może o dodatkach – o serze, warzywach i o sosie. Ale przecież powinniśmy pomyśleć o bułce. Bułka w wielu przepisach jest pomijana – wystarczy kupić specjalne pieczywo i zapomnieć o temacie. Jak się okazuje jest to błąd, który faktycznie może zaprzepaścić cały nasz wysiłek. Często zdarza się tak, że kupne bułki po podgrzaniu pachną starymi drożdżami i bliżej nieokreśloną wilgocią. Nie są wcale przyjemne w konsystencji. Są przesłodzone lub bez smaku.

Nigdy niemiałem nic wspólnego z piekarstwem (no może poza pizzą i różnego rodzaju pierożkami, pielmieniami itd.). Ale postanowiłem – tym razem będzie na poważnie. Zacznę od bułek. Przejrzałem kilkanaście przepisów – na szczęście w dobie internetu mamy dostęp do przepisów ze wszystkich stron świata, we wszystkich językach. Stwierdziłem, że przygotuję zwykłe, drożdżowe bułeczki – można powiedzieć, że klasyczne – lekko słodkawe, posypane sezamem. Zmieszałem mąkę pszenną, jajka, mleko, drożdże, cukier po czym wyrobiłem ciasto. Nie będę podawał proporcji bo nie o to tutaj chodzi – ja podczas robienia ciasta niestety muszę dodawać składniki „na oko”. Bo tak jak mówiłem nie mam za dużej wprawy w wypiekach i muszę często dociągać ciasto do odpowiedniej konsystencji itd. Po wyrośnięciu i podzieleniu ciasta na bułki przesmarowałem je jajkiem, posypałem sezamem i wstawiłem do piekarnika. „Jestem w połowie drogi” – stwierdziłem.

Z mięsem było prościej. Lubię mięso i nic na to nie poradzę. Powinno się kupować kawałek i mielić go samemu – ale akurat mam zaufanie do mielonego ze sklepu w którym robię zakupy. Chciałem, żeby moja wołowina nie straciła swojego pierwotnego smaku – także przyprawiałem bardzo oszczędnie – sól i pieprz to podstawa. Zamiast zwykłej soli użyłem soli wędzonkowej oraz odrobinę wędzonej papryki nadając kotletom lekkiego aromatu wędzenia – albo smażenia na prawdziwym grillu. Do tego doszły czosnek niedźwiedzi oraz odrobina sosu Worcester.

Formując burgery robiłem dwa kotlety, przekładałem cheddarem i dopiero po tym łączyłem w spójną całość. Po pierwsze cały smak sera powinien był zostać w środku burgera tworząc rewelacyjne nadzienie. A po drugie nie chciałem zabrudzić świeżo zakupionej płyty roztopionym serem – bo ciężko się myje, a ja jak każdy facet nie lubię zmywać. Smacznie ale też praktycznie.

Sos wybrałem klasyczny – majonez, ketchup, musztarda, trochę cukru i kilka przypraw do smaku. Na tarce starłem kilka ogórków konserwowych – po pierwsze dodały ciekawej struktury do sosu. A po drugie do burgerów pasuje ich lekko kwaśny, słodki i korzenny smak. No i zawsze to jedno warzywo mniej – jest szansa, że burger nie będzie aż tak bardzo się ślizgał i rozjeżdżał.

Warzywa do dekoracji wybrałem najbardziej podstawowe – sałata, pomidor i cebulka. Cebulkę miałem czerwoną i była troszkę za twarda – grillowałem ją do momentu, aż zmiękła i zaczęła się lekko karmelizować. Oczywiście nie mogło zabraknąć bekonu. Na szybko zrobiłem chipsy z całych plastrów – po prostu wrzuciłem na patelnię do wytopienia tłuszczu i po zdjęciu z ognia dałem odpocząć na papierze do nabrania chrupkości.

Po przygotowaniu wszystkich składników nie było za dużo czasu na myślenie – burger najlepiej smakuje na świeżo, zaraz po złożeniu. Na szczęście zawsze mogę liczyć na Olę. Lepiej by się nie dało tego skonstruować.
Szkoda, że zdjęcia nie oddają smaku. Ale wyszło równie pysznie jak wygląda. Jules byłby z takiego burgera dumny. Wniosek z tego gotowania jest taki, że faktycznie – robienie domowych burgerów jest niezwykle satysfakcjonujące. Potrzeba co prawda trochę pracy, zwłaszcza rozeznania co z czym połączyć, trochę chęci i troszeczkę umiejętności. Ale smak i radość ze zjedzenia takiego dania wynagradza wszystko z nawiązką.

Dla zainteresowanych link do artykułu- inspiracji:
http://wygrywamzanoreksja.pl/wokol-jedzenia/5-zbrodni-przeciwko-burgerom-jakie-mozesz-popelnic/

Spodobało się? Polub! Udostępnij!