A to tofu to się nie bierze ze sklepu?

Jeżeli tak jak ja czasem jadacie tofu to skąd je bierzecie? Ja też najczęściej kupuję gotowe w sklepie. Ale ostatnio chciałem sprawdzić jak łatwo się robi tofu w domu i ile to kosztuje. Robi się banalnie prosto. A koszt? W moim ulubionym dyskoncie 180g kosztuje jakieś 4 złote. Domowe 200g kosztowało mnie trochę ponad złotówkę! Do tego jako koagulant mamy w pełni bezpieczny ocet, a nie siarczan wapnia, który niby jest ok, ale jakoś tak nie bardzo. Plus jako produkt uboczny mamy okarę – wytłoczyny z których można zrobić całą gamę dań od wege burgerów do ciast. Ja na przykład zrobiłem całkiem dobre kotlety z grzybkami mun.

Składniki (ok. 400-500g tofu):

  • Ziarna soi (250g)
  • Ocet spirytusowy 10% (50ml)
  • Woda

Sposób przygotowania:

Soję płuczemy i odstawiamy w wodzie by namokła. Najlepiej na noc – 8, 12 lub trochę więcej godzin. Ziarenka podwoją swoją objętość. Wsypujemy do blendera kielichowego i dolewamy zimnej wody. Blendujemy na gładką, białą masę.

Przepuszczamy przez gazę, tkaninę, bardzo cienkie sitko lub jak ja przez chustę serowarską (ja wyścieliłem durszlak chustą). Najważniejsze, żeby się nie śpieszyć. Można masę podlewać mała ilością wody, żeby wypłukiwać białko. Po tym jak większa część płynu odciekła powtarzamy blendowanie masy z dodatkiem wody. Ja blendowałem masę 4 razy. Wyszło ponad 3 litry „mleka”. Wytłoczyny nie wyrzucajcie! Poszukajcie przepisów na jej wykorzystanie!

Na tym etapie przygotujcie sobie ok. zimnej 500 ml wody. A także rozpuście 50ml octu w szklance wody. Uzbrojeni w ten sposób możecie zacząć grzać „mleko”. Stopniowo, na średnim ogniu, mieszając. Są dwa problemy – białko sojowe może łatwo się przypalić na dnie garnka oraz może szybko wykipieć. Zagotowujemy nasz płyn – zacznie podnosić się piana. Dolewamy zimnej wody by obniżyć temperaturę. Zdejmujemy pianę łyżką i podgrzewamy do ok. 90*C (od razu zrozumiecie, że znowu zaczyna się podgotowywać – zaczną małe bąbelki iść). Obniżamy ogień by nie dopuścić do zagotowania i stopniowo dodajemy nasz roztwór octu. Łyżka po łyżce. Po każdej łyżce mieszamy i obserwujemy „skrzep”. Interesuje nas konsystencja jak na zdjęciu – białko się zwarzyło, a pozostały płyn jest całkiem przejrzysty.

Skrzep przekładamy do foremki. A jak nie macie foremki to do pojemnika, miseczki czy czegokolwiek co nada kształt waszemu tofu i pomoże odcisnąć niepotrzebną wilgoć. Najlepiej nadal wyścielić tą formę gazą lub chustą. Z wierzchu kładziemy ciężarek (np. słoik nutelli, konserwę itd.) i odciskamy. Ja mam prościej bo mam formy serowarskie, które całkiem dobrze się sprawdziły i tutaj.

Odciskamy tofu – im mocniej tym będzie sprężystsze. Jak już uformujemy to wrzucamy do zimnej wody i dajemy dojść (nabierze większej elastyczności). Tofu trzymamy w wodzie i wyjmujemy przed wykorzystaniem.

Smacznego!

A tutaj kilka przepisów:

Pikantne, chrupiące tofu z patelni.

Pieczone tofu w orzechowym sosie.

 

 

Spodobało się? Polub! Udostępnij!